Także wstałem o tej wczesnej godzinie, mimo tego, że nie musiałem i specjalnej ochoty wcale nie miałem. Jednak trzeba zmienić nieco przyzwyczajenia, z racji tego, że jestem już nie lada chłopakiem, a abiturientem chwalebnego LO im. ONZ.
Jako reprezentant szkoły za granicą, we wręczeniu Oskarów nie uczestniczyłem. Podobno z powodu mojej nieobecności popłakała się pani dyrektor i przewodnicząca rady rodziców, a zebrany w auli tłum wydał z siebie jęk zawodu. No cóż, mówią że fajny gość że mnie, że dam sobie radę. A ja naprawdę starałem się dostać z zachodu jak najszybciej, o tutaj np. widać jak biegłem w drodze powrotnej z PE w Strasburgu.
Co do matury, to im bliżej do niej, tym bardziej spada ciśnienie. Chyba zdaję sobie sprawę, że na naukę miałem trzy lata i teraz nawet gałka muszkatołowa nie pomoże.
A teraz w zasadzie to się opierdalam, popijam parzoną kawę, a potem zagryzam ją czekoladą Toffee Ganznuss , która jest absolutnym fenomenem i ogólnie magnific.
Trzeba mi będzie antydepresantów. Od czytania ‘Zdążyć przed Panem Bogiem’, ‘Medalionów’ oraz wspomnień więźniów z Auschwitz i genialnego opracowania ‘Naziści. Ostrzeżenie historii’. W skrócie to biorę się w końcu za prezentację z polskiego. Czym bardziej wgłębiam się w tą tematykę, tym bardziej cieszę się, że wybrałem ten temat. Bo jak mawiał, zapewne bardzo mądry Karl Jaspers:
To, co się stało, jest ostrzeżeniem. Grzechem byłoby zapomnieć minione wydarzenia, ponieważ stale powinny żyć w naszej pamięci. To się zdarzyło i w każdej chwili może się powtórzyć. Tylko wiedza może temu zapobiec.
I patrząc z perspektywy Europejczyka to wizje te nie są wcale odległe. Wystarczy spojrzeć na czystki etniczne, rasistowsko-nacjonalistyczną wojnę w byłej Jugosławii czy widmo katastrofy w azjatyckich republikach byłego ZSRR.
Co do mojej edukacji to warto również wspomnieć, że uruchomiłem program “Patryk i historia. Wielkie pojednanie”. Optymistycznie nastraja mnie jeszcze dwa tysiące lat do przeanalizowania.
Ze spraw ekipowych. Współtowarzysze czują się na moje oko wyeksploatowani swoimi studiami nad egzaminem maturalnym. Piją piwo w weekendy (!) i odwiedzają przyjaciół -Staram się żyć normalnie. Mimo ułomności tego okresu, chce pokazać, że stać mnie na drobne przyjemności. Czasem nawet się śmieję- mówi Krupczigilda. Inni próbują zapomnieć o nieuchronności zbliżającego się zła, uciekając w rozkosze miłosne, jak twierdzi nasz szofer - Miej serce i patrzaj w serce. Nie wiemy co to znaczy, ale jest piękne. Są również inne metody przetrwania -Próbuję oszukać mózg. Wmawiam mu, że grając w Herosów III, nauczę się historii. Na razie skutkuje, nie wiem jak długo jeszcze będę mógł żyć w tym zakłamaniu. Boję się. - powiedział nam gollum Bobek. Zdarzają się też przypadki totalnego zobojętnienia - Pierdolimy szkołę. Tylko indywidualna nauka pozwoli nam powiedzieć w czerwcu, że to wszystko nasza zasługa. A jak nie, to powiemy, że ta instytucja nie potrafiła nas skutecznie zachęcić. Jak mawiają Amerykanie- In God We Trust, czyli w Bogu pokładamy nadzieję - zgodnie wyjaśniają Maśka i Pomocna Smsiara.
Mi zostało odliczać dni, a za tydzień na zachód. Joł !
Międzyczasie pochłaniam biblijne interpretacje Lao Che z najnowszego ‘Gospelu‘.
Zsyłam na Ziemię potop,
mój mały Noe,
mój Ptysiu Miętowy.
Ja zsyłam potop.
Jak dobrze wstać w piątkowe południe. Po 8:00 przychodzą najbardziej zeschizowane sny. W dzisiejszych, do mojego domu zawitał ksiądz Robert (był taki kiedyś w naszej parafii) i próbował mnie namówić na chodzenie na religię. Po doświadczeniach z Grażyną Skakuj, szybko we śnie dałem sobie radę z klechą i przeskoczyłem na zdecydowanie przyjemniejszy kanał. Nadawali na nim jakiś wypad nad zalew/staw, w każdym razie zbiornik znajdujący się w lesie. Pamiętam, że była tam ze mną Kaśka i jej stara ekipa (!), jedna dziewczyna z olimpiady, która tylko się przyglądała z brzegu, no i Maryśka z Mileną… ta druga ubrana od majtek po okulary słoneczne weszła do wody zanurzając się cała, po czym wyskoczyła zdziwiona głębokością… Może ktoś pokusi się o interpretację?
Jako, że nie pisałem od niemalże miesiąca, międzyczasie miałem długo oczekiwany wyjazd do Pułtuska. Pamiętam, że tamtego ranka zbudził mnie wiatr, wiatr przyniósł strach. Dobrze, że nie nawiało mi też śniegu, bo takie otwarte okno w lutową noc to ryzykowna sprawa. Mimo, że nie zobaczyłem słynnego najdłuższego rynku w Europie, wyjazd wkładam do pojemnika spraw zakończonych, pomyślnie.
Ósmego, tradycyjnie jak co roku miałem urodziny. Zaczął mi się ostatni rok bycia teenagerem. Trochę dołujące.
Wczoraj wieczorem zacząłem ściągać, wspomniany na polskim “Control”. Ogólnie rzecz biorąc film oparty jest na niestety krótkiej biografii lidera i wokalisty Joy Division - Iana Curtisa. Wywarł na mnie pozytywne wrażenie, głównie dzięki czarno-białej formie, kreacji głównego bohatera i oczywiście świetnej muzyce. Wyczytałem gdzieś w necie, że teksty Joy Division są w dużej mierze nihilistyczne i mogą spowodować u chwiejnych emocjonalnie słuchaczy dziwne zachowania. Mimo to zachęcam do obejrzenia i ściągnięcia choćby kilku najbardziej znanych kawałków.
let’s dance to joy division
and celebrate the irony
everything is going wrong
but we’re so happy
Walentynki spędziłem z damską częścią ekipy oglądając mój drugi po ‘Reprise’ norweski film - ‘Kumple’. Coraz bardziej nakręcam się na skandynawskie klimaty i obecnie poluję jeszcze na ‘Elling‘ i ‘101 Reykjavik‘ . Do listy zadań na przyszłość dodałem nauczenie się norweskiego.
Może mi ktoś jeszcze szczerze wytłumaczyć co robią te białe puchowe masy za moim oknem? Wiem, że miałem wstać o 8:00, ale to jeszcze nie powód, żeby w tym czasie być takim podłym i zrzucić kilka ton tego shitu
To by było w sumie na tyle. Jak coś to się odezwę.
Mam w końcu odrobinę luzu. Nie udało mi się wczoraj wybić z tłumu rozrośniętych zwojów mózgowych. No, ale zadowolony jestem, jakby nie było. Zdążyłem podczas całego dnia z Johnym wysłuchać wielce fascynujących historii, np. o tym, że jak nie będę nosił czapki to skończę jak on - będę łysy i z zatkanymi zatokami, albo jak wypił biedny pół butelki szampana w sylwestra i go bolało gardło. Dyżurna opowieść była o tym jak to zajął drugie lub tam czwarte miejsce w podobnej olimpiadzie, dobre 30 lat temu. W każdym razie nauka z ostatnich dni przyniosła mi wiele dobrego, dowiedziałem się jak głęboko Breżniew całował się z Honecerem:
Lub jaki to zajebisty koleś był z Churchilla:
“Ale jutro będę trzeźwy, a pani, madam, nadal będzie brzydka”
(Churchill do Bessie Braddock która oskarżyła go o to, że jest pijany)
Wieczorem spotkałem się z ekipką i niesieni ogólnym entuzjazmem napstrykaliśmy ponad 200, szalenie narcystycznych zdjęć. Gdy Łania dokona jakiejś fajnej obróbki to postaram się coś wrzucić.
A, zapomniałbym. Od dziś biegamy z Bobkiem. Przy okazji szukamy więcej chętnych. W kupie siła.
Wczoraj okoliczności zmusiły mnie do przebywania z rodziną. W samochodzie zdążyliśmy poruszyć powody agresji USA na Irak i Afganistan. No i kurwa mać! Nie mogłem nic im przetłumaczyć. Zresztą do tej pory nie wiem o co im w sumie chodziło. Twierdzą też, że nie będzie u nas Euro 2012. W sumie koło dupy mi to lata, za rok będą Mistrzostwa Europy w siatkówce w Katowicach i już mam wrażeń pod dostatkiem.
A w piątek w nocy, zamiast pochłaniać kolejne, szalenie fascynujące rozdziały “Społeczeństwa i polityki”, obejrzałem tegorocznego kandydata do Oskara w 4 kategoriach - “Juno”. Film już od początku zapowiada się nieźle, świetne zdjęcia i muzyka w tle. Na pozór poważna tematyka obrócona jest w ironie, co jest dużą zaletą filmu. Główna bohaterka Juno (Ellen Page) przesiąknięta jest ironiczny, miejscami cynicznym humorem. Jak ona nie dostanie Oskara dla najlepszej aktorki, lub choćby Cate Blanchett za “Elżbietę - Złoty wiek”, to strzelę niezłego focha, może nawet z przytupem. W każdym razie takie filmy jak Juno pozytywnie nastawiają na wizję hollywoodzkiego kina. Widać, można zrobić film o młodzieży, w jakimś tam stopniu dla młodzieży i nie powielać wzorców American Pie.
Aaa… i ciągle szukam somebody who will be the cheese to my macaroni.
Chyba znowu mi brakuje miejsca na ekspresję własnego “ja”. Limit 70 znaków w gadu-gadowym opisie to opcja zdecydowanie dla prawdziwych minimalistów. No chyba, żę ograniczę się tylko do wyrażania emocji dwuznakowymi emotami.
Wiem wiem, znowu zaczynam pieprzyć o dupie i Marynie. Dlatego też ta notka będzie w czystej postaci wykrystalizowana. Same konkrety. Joł!
Dnia wczorajszego Zajac zabrał nas na “wożenie”. Ekipa orzekła, że nagrałem chujowe płytki i pod exo lansu nie będzie. Szofer wymyślił więc 82 kilometrową wycieczkę na północ. Po drodze zmusił nad do wykorzystania trzech żyć i obiecuję tutaj pisemnie, że jak nie załatwi kodów to więcej z nim nie siadam.
Na noc zaplanowaliśmy z Łanią naukę. Ambitnie, wiem wiem. Może jeszcze byłoby fajnie i wyszłyby z dwie godziny tego wkuwania, gdyby nie nasz genialny pomysł na jakieś wspomagacze. Jako, że nie mieliśmy pod ręką tussipectu, acordinu i tym podobnego shitu, zabraliśmy się za naturalne metody, rzekłbym nawet “medycynę niekonwencjonalną” i zaczęliśmy wpieprzać gałkę muszkatołową rozrobioną z oazą z biedronki. Ja zaparłem się w sobie i wypiłem co sobie przygotowałem, Łania (na co dzień taka żądna wrażeń) strzeliła dwa łyki i dała sobie spokój. Jedyny efekt był taki, że baniak zaczął mnie napieprzać po godzinie i z trudem poszedłem spać. Rano mnie jeszcze w wannie łaskotało w przełyku i czułem dziwny nacisk na klatkę piersiową. Dziś z Łanią zaplanowaliśmy dalsze eksperymenty po weekendzie.
wrzesień 4, 2007 @ 19:55
· Zamieszczone w kategoriach Uncategorized
Powyższe twierdzenie przedstawiły nam optmistycznie na noworocznej akademii dwie urocze pierwszoklasistki. Trzeba im chyba wierzyć. W każdym razie mi bardzo pasuje.
A Pani D. przedstawiała nam wyniki matury próbnej z polskiego. Uzyskałem jeden z ostatnich wyników w klasie, magiczne 49%. Nie wiem tylko dlaczego spora część nie chciała aby ich wynik został wyczytany na forum klasy. Aż taki wstyd być baranem? Wstydzić mogą się gdzie indziej. Nie u nas. Ah ah znowu ujawniam wyższość mojej szkoły.
Poza tym wszystko w porządku, nie wydarzyło się nic ciekawego od poprzedniego wpisu o czym warto wspomnieć. Może uderzy mi coś do głowy i napiszę wkrótcę coś jak dziś, pod wpływem chwili, natchnienia i ogólnej metafizycznej wzniosłości.
A dla tych co im smutno, mają doła, chcą się ciąć i takie tam to zachęcam do wejścia: http://www.youfail.org/ . Pociesza.
Na dole, w pierwszej części tańczące śmieci i sreberka.
czerwiec 29, 2007 @ 17:44
· Zamieszczone w kategoriach Uncategorized
Czuje się nieźle zmęczony tym pierwszym tygodniem. Najpierw biwak, wczoraj 18stka. W sumie tylko dwie noce w domu. Nie mogę powiedzieć, że nie bawiłem się zajebiście, no ale cóż, zabawa męczy
Tradycyjny ‘Sieraków CAMP’ przyniósł, jak co roku moc wrażeń. Zawiodła tylko pogoda, jednak przynajmniej próbowaliśmy opalać się w cieniu. Hmm, a wieczory przy ognisku z winem z LIDLa w ręku… bierze mnie na wzruszenia, gdy tak rozmyślam. Jakby nie było Tanew ujrzy jeszcze moją osobę w tym roku.
czerwiec 16, 2007 @ 18:09
· Zamieszczone w kategoriach Uncategorized
Teoretycznie jeszcze tydzień. Praktycznie to już. Chyba jednak będę musiał poczekać na to oficjalne rozpoczęcie, bo jakoś wakacji w kościach nie czuję.
Długo nie pisałem. Powód jak zawsze ten sam czyli wrodzone lenistwo i brak natchnienia (Ah, jak to brzmi… ‘natchnienie’, jak u poety czy innego artysty). W każdym razie było co opisywać.
Dzisiejszy dzień mnie przytłoczył. Pewnie jak nie było Internetu życie było ciekawsze, ludzie się nie kłócili i każdy miał mnóstwo czasu… No ale jest i jeszcze trzeba płacić. Szkoda tylko, że za jego pośrednictwem można stracić coś co trwało tak długi czas, kilka prostych kliknięć może to pogrzebać. Jakbym był nadmiar wrażliwy to bym się pociął, a może poleciałbym umalować oczy i wyprostować grzywkę jak to teraz modnie jest…? Hmm, jakby nie patrzeć fota na pb pewnie by była.
JESTEM BEZNADZIEJNY- nie mam nawet pomysłu na efektowne przeżycie doła.