Archiwum dlastyczeń, 2008

Żadnych martwych ciał dla tatusia tej nocy.

Chyba znowu mi brakuje miejsca na ekspresję własnego “ja”. Limit 70 znaków w gadu-gadowym opisie to opcja zdecydowanie dla prawdziwych minimalistów. No chyba, żę ograniczę się tylko do wyrażania emocji dwuznakowymi emotami.

Wiem wiem, znowu zaczynam pieprzyć o dupie i Marynie. Dlatego też ta notka będzie w czystej postaci wykrystalizowana. Same konkrety. Joł!

Dnia wczorajszego Zajac zabrał nas na “wożenie”. Ekipa orzekła, że nagrałem chujowe płytki i pod exo lansu nie będzie. Szofer wymyślił więc 82 kilometrową wycieczkę na północ. Po drodze zmusił nad do wykorzystania trzech żyć i obiecuję tutaj pisemnie, że jak nie załatwi kodów to więcej z nim nie siadam.

Na noc zaplanowaliśmy z Łanią naukę. Ambitnie, wiem wiem. Może jeszcze byłoby fajnie i wyszłyby z dwie godziny tego wkuwania, gdyby nie nasz genialny pomysł na jakieś wspomagacze. Jako, że nie mieliśmy pod ręką tussipectu, acordinu i tym podobnego shitu, zabraliśmy się za naturalne metody, rzekłbym nawet “medycynę niekonwencjonalną” i zaczęliśmy wpieprzać gałkę muszkatołową rozrobioną z oazą z biedronki. Ja zaparłem się w sobie i wypiłem co sobie przygotowałem, Łania (na co dzień taka żądna wrażeń) strzeliła dwa łyki i dała sobie spokój. Jedyny efekt był taki, że baniak zaczął mnie napieprzać po godzinie i z trudem poszedłem spać. Rano mnie jeszcze w wannie łaskotało w przełyku i czułem dziwny nacisk na klatkę piersiową. Dziś z Łanią zaplanowaliśmy dalsze eksperymenty po weekendzie.

Poza tym:

– Śpię, śpię, śpię, uczę, odpoczywam, odpoczywam…

– Ekstra ! Ja też, ja też!

Komentarze (4)