Archiwum dlaluty, 2008

Kan du sige det på norsk?

 Walentynki spędziłem z damską częścią ekipy oglądając mój drugi po ‘Reprise’ norweski film - ‘Kumple’. Coraz bardziej nakręcam się na skandynawskie klimaty i obecnie poluję jeszcze na ‘Elling‘ i ‘101 Reykjavik‘ . Do listy zadań na przyszłość dodałem nauczenie się norweskiego.

Może mi ktoś jeszcze szczerze wytłumaczyć co robią te białe puchowe masy za moim oknem? Wiem, że miałem wstać o 8:00, ale to jeszcze nie powód, żeby w tym czasie być takim podłym i zrzucić kilka ton tego shitu :|

To by było w sumie na tyle. Jak coś to się odezwę.

Komentarze

I tak powiedziałem więcej, niż wiem.

Mam w końcu odrobinę luzu. Nie udało mi się wczoraj wybić z tłumu rozrośniętych zwojów mózgowych. No, ale zadowolony jestem, jakby nie było. Zdążyłem podczas całego dnia z Johnym wysłuchać wielce fascynujących historii, np. o tym, że jak nie będę nosił czapki to skończę jak on - będę łysy i z zatkanymi zatokami, albo jak wypił biedny pół butelki szampana w sylwestra i go bolało gardło. Dyżurna opowieść była o tym jak to zajął drugie lub tam czwarte miejsce w podobnej olimpiadzie, dobre 30 lat temu. W każdym razie nauka z ostatnich dni przyniosła mi wiele dobrego, dowiedziałem się jak głęboko Breżniew całował się z Honecerem:

 

 

Lub jaki to zajebisty koleś był z Churchilla:

Ale jutro będę trzeźwy, a pani, madam, nadal będzie brzydka

(Churchill do Bessie Braddock która oskarżyła go o to, że jest pijany)

 

 

Wieczorem spotkałem się z ekipką i niesieni ogólnym entuzjazmem napstrykaliśmy ponad 200, szalenie narcystycznych zdjęć. Gdy Łania dokona jakiejś fajnej obróbki to postaram się coś wrzucić.

 

 

A, zapomniałbym. Od dziś biegamy z Bobkiem. Przy okazji szukamy więcej chętnych. W kupie siła.

 

 

 

Komentarze

Oh no, we should just make out instead. La la la.

Wczoraj okoliczności zmusiły mnie do przebywania z rodziną. W samochodzie zdążyliśmy poruszyć powody agresji USA na Irak i Afganistan. No i kurwa mać! Nie mogłem nic im przetłumaczyć. Zresztą do tej pory nie wiem o co im w sumie chodziło. Twierdzą też, że nie będzie u nas Euro 2012. W sumie koło dupy mi to lata, za rok będą Mistrzostwa Europy w siatkówce w Katowicach i już mam wrażeń pod dostatkiem.

A w piątek w nocy, zamiast pochłaniać kolejne, szalenie fascynujące rozdziały “Społeczeństwa i polityki”, obejrzałem tegorocznego kandydata do Oskara w 4 kategoriach - “Juno”. Film już od początku zapowiada się nieźle, świetne zdjęcia i muzyka w tle. Na pozór poważna tematyka obrócona jest w ironie, co jest dużą zaletą filmu. Główna bohaterka Juno (Ellen Page) przesiąknięta jest ironiczny, miejscami cynicznym humorem. Jak ona nie dostanie Oskara dla najlepszej aktorki, lub choćby Cate Blanchett za “Elżbietę - Złoty wiek”, to strzelę niezłego focha, może nawet z przytupem. W każdym razie takie filmy jak Juno pozytywnie nastawiają na wizję hollywoodzkiego kina. Widać, można zrobić film o młodzieży, w jakimś tam stopniu dla młodzieży i nie powielać wzorców American Pie.

Aaa… i ciągle szukam somebody who will be the cheese to my macaroni.

Komentarze (3)