Archiwum dlamarzec, 2008

No language, just sound, thats all we need now.

Jak dobrze wstać w piątkowe południe. Po 8:00 przychodzą najbardziej zeschizowane sny. W dzisiejszych, do mojego domu zawitał ksiądz Robert (był taki kiedyś w naszej parafii) i próbował mnie namówić na chodzenie na religię. Po doświadczeniach z Grażyną Skakuj, szybko we śnie dałem sobie radę z klechą i przeskoczyłem na zdecydowanie przyjemniejszy kanał. Nadawali na nim jakiś wypad nad zalew/staw, w każdym razie zbiornik znajdujący się w lesie. Pamiętam, że była tam ze mną Kaśka i jej stara ekipa (!), jedna dziewczyna z olimpiady, która tylko się przyglądała z brzegu, no i Maryśka z Mileną… ta druga ubrana od majtek po okulary słoneczne weszła do wody zanurzając się cała, po czym wyskoczyła zdziwiona głębokością… Może ktoś pokusi się o interpretację?

Jako, że nie pisałem od niemalże miesiąca, międzyczasie miałem długo oczekiwany wyjazd do Pułtuska. Pamiętam, że tamtego ranka zbudził mnie wiatr, wiatr przyniósł strach. Dobrze, że nie nawiało mi też śniegu, bo takie otwarte okno w lutową noc to ryzykowna sprawa. Mimo, że nie zobaczyłem słynnego najdłuższego rynku w Europie, wyjazd wkładam do pojemnika spraw zakończonych, pomyślnie.

Ósmego, tradycyjnie jak co roku miałem urodziny. Zaczął mi się ostatni rok bycia teenagerem. Trochę dołujące.

Wczoraj wieczorem zacząłem ściągać, wspomniany na polskim “Control”. Ogólnie rzecz biorąc film oparty jest na niestety krótkiej biografii lidera i wokalisty Joy Division - Iana Curtisa. Wywarł na mnie pozytywne wrażenie, głównie dzięki czarno-białej formie, kreacji głównego bohatera i oczywiście świetnej muzyce. Wyczytałem gdzieś w necie, że teksty Joy Division są w dużej mierze nihilistyczne i mogą spowodować u chwiejnych emocjonalnie słuchaczy dziwne zachowania. Mimo to zachęcam do obejrzenia i ściągnięcia choćby kilku najbardziej znanych kawałków.

let’s dance to joy division
and celebrate the irony
everything is going wrong
but we’re so happy

Komentarze (6)