Warszawski spleen.
Po ubiegłowpisowym dołku śladu już nie ma. Wrócił mój stały optymizm, i dobrze.
W ciągu ostatnich dni miałem tyyyle do załatwienia. Załatwiłem niemal wszystko, co dodatkowo nastraja pozytywnie, po niemal dwóch miesiącach opierdalania się od rana do wieczora. W środę wypadł mi nieoczekiwany poranny wypadł do Rzeszowa, Radkowi musiłem złożyć odwołanie na U.Rzeszowskim. Trochę się obawiałem, bo Rzeszów jest dla mnie tak samo znany jak Ułan Bator w Mongolii, ale zumi.pl rozwiała moje wątpliwości i okazało się, że docelowy wydział znajduje się 200 m od dworca. Na miejscu spotkałem Kuśkę, poznałem jej osławioną kumpelę Korniszona, dopełniłem formalności i wróciłem na dworzec, chwile czekania i powrót do domu. W Biłgoraju bezpośrednio z autobusu poszedłem odebrać moje kratkowane, zwężone spodnie. Muszę przyznać, że wyszły nieźle i wezmę się wkrótce za przeróbki reszty zalegających w szafie nie chodzonych szmat. Na wieczór ustawiłem się z Bobem i Zajacem, wpadła na chwilę Ewka. My poszliśmy do Kaśki O. po moje zdjęcia paskudne dokumentowe, a ona zaczekała pod blokiem na swojego Pawła. Z Kaśką widziałem się pierwszy raz od bodajże 21 maja kiedy to mieliśmy ustną maturę z polskiego. Wbrew krążącym opiniom wcale nie przytyła bardzo, a już na pewno nie w okolicy brzucha. Może nawet wyjdzie jakiś wspólny wypad na bro. A jeśli już jesteśmy już w temacie piwa, to w drodze powrotnej kupiliśmy z chłopcami kilka i wróciliśmy do mnie. Na sporej bani odprowadziliśmy z Bobem Zajaca, wróciłem do domu i poszedłem spać gdzieś przed 1:00.
Pobudkę zaplanowałem na 4:00, jednak skorzystałem z drzemki i wstałem koło 4:20. Tragicznie nieprzytomny wszedłem do wanny, gdzie kilka razy otarłem się o śmierć przez zaśnięcie i utopienie. Widząc, że taka kąpiel jest ryzykowna, wygramoliłem się i przed 5:00 piłem już kawę. Międzyczasie sprawdziłem dogodne połączenia komunikacyjne w stolicy i nawet się nie zorientowałem kiedy nadszedł najwyższy czas na wyjście. W biegu ubrałem się i półżywy rozpocząłem gonitwę w stronę busów. Jeszcze jakiś burak zatrzymał mnie i pytał, gdzie teraz znajdzie dentystę? (ja pierdole, w Biłgoraju trudno się dostać do stomatologa w dzień, nie mówiąc o 5 rano : / ). Zdążyłem z trudem do samochodu, tzn. nie zdążyłem na czas, ale poczekał kierowca.
W busie czekała już Kuśka i Latino. Biorąc pod uwagę jeszcze drogę powrotną, już teraz wiem, żeby nie jechać z nimi nigdy w dłuższą podróż. Jakie one potrafią mieć tematy rozmów?! Plany kiedy będą mieć dziecko, kiedy dostały okres pierwszy i inne o których głupio mi tu pisać. I to wszytko przy innych współtowarzyszach podróży z busa. W Warszawie byliśmy przed 10:00, znaleźliśmy fotografa, bo Kuśka musiała dorobić kilka zdjęć, a następnie poszliśmy coś przegryźć w Mc’u. Pierwszy raz skorzystałem z oferty tamtejszych śniadać, muszę przyznać, że smacznie ale niewiele. Jak to w Mc’u. Następnie metrem dostaliśmy się na Pl. Wilsona, stamtąd autobusem 30 min jazdy na obrzeża, gdzie znajduje się UKSW. Pojechaliśmy kilka przystanków za daleko i musieliśmy czekać na inny autobus, aby wrócić. W końcu dotarliśmy do tej szkoły, a tam tłumy jak cholera. Zostawiliśmy Kuśkę i wróciliśmy z Latiną do Centrum. Tam spotkaliśmy się z Kozi, odprowadziły mnie na Żurawią 4, gdzie znajduje się Instytut Stosunków Międzynarodowych UW, a same poszły w stronę Nowego Świata, gdzie swoje sprawy miała załatwić Latino. Budynek ISMu zewnętrznie wywarł na mnie pozytywne wrażenie, gorzej z wnętrzem : ) Aczkolwiek na plus przekonali mnie tamtejsi studenci i tegoroczni kandydaci co stali ze mną w kolejce. Panie w sekretariacie bardzo miłe, sprawę załatwiłem w 2 min i życzyły mi udanych wakacji. Pogoniłem w stronę Katedry Europeistyki, gdzie były już dziewczyny, tam tłum masakra, ale Latino była już pierwsza w kolejce. Ja poza kolejnością złożyłem rezygnację, odwiedziliśmy rekreacyjnie kampus UW na Krakowskim Przedmieściu i poszliśmy coś zjeść. Spotkaliśmy się później z Izą, małe zakupy w Złotych Tarasach, posiedzieliśmy i zbieraliśmy się do powrotu. Jeszcze krótkie spotkanie z Kaśką K. i wsiedliśmy w autobus w stronę Dw. Zachodniego. Podróż jak zwykle męcząca, rozmowy dziewczyn z kategorii żeeen.
Piszę od tamtego dnia na gronie mojego kierunku, dali nam linki studenci jak składaliśmy papiery. Fajnie, że można zintegrować się wcześniej. Zastanawiam się też nad obozem zero w Waplewie we wrześniu, ale nie wiem jak będę stał z kasą i czasem. Na n-k odezwała się do mnie koleżanka z olimpiady pytając czy czasem nie pojawiłem się w środę na UKSW, bo jak mnie zobaczyła to jej się lepiej zrobiło, bo za nią stały jakieś głupie laski i się załamywała powoli. Miło ogólnie. Powiedziałem, że ja jednak na UW, ale wstępnie ustawiliśmy się na kawę w październiku : )
Będąc w temacie kawy, to wysłał mi na gronie prywatną wiadomość Krzysiek Kawa, pewnie wiele z Was go pamięta. Napisał, że fajnie, że ‘kolejna gwiazda ONZtu idzie do ISMu studiować’. Wow, gwiazda jestem. On jest już na 3. roku i napisał, żeby pytać jak coś nie będę wiedział. Też w sumie sympatycznie.
Wczoraj zaś opijałem z Jarkiem i jego Martą jej dyplom i mój start studiów. Trzy winka poszły. Późnym wieczorem Bobo i Ewka mnie wyciągnęli na spacer. Ustawiliśmy się dzisiaj na CUBE’a. A nóż będzie lepiej niż ostatnio ; )
P.S. Gratulacje dla Katarzyny i Marii.


